Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/grano.w-przyszlosc.kazimierz-dolny.pl.txt): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server455784/ftp/paka.php on line 5
najwyższych obrotach. Odruch bezwarunkowy: całkiem jak

napięte do ostatnich granic, była półprzytomna ze zdenerwowania i

najwyższych obrotach. Odruch bezwarunkowy: całkiem jak

zrobił ostatnią rundkę wokół posesji. Okolica była bezpieczna, ale
zaginęła, i zorganizował poszukiwania. A jeśli znalazłby wrak, to co
dziesięciu gości, rozstawiono na parkiecie sali zabezpieczonym
an43
korporacją. Milla była mózgiem wszystkich operacji i szefową
musiałby zobaczyć, który samochód odjeżdża z ciałem: tylko w ten
127
oznaczać wzajemności. No i abstrahując od uczuć, wciąż praktycznie
tylko do speluny gangu motocyklowego.
- Myślę, że jednak masz te papiery - powiedziała Milla. -W
David rzucił się w wir pracy, poświęcił się całkowicie ratowaniu
przyniósł rachunki. Kosper wyjął kartę kredytową i położył ją na
się od dzieci. Choć było to bolesne, Milla nie mogła powstrzymać się
częścią misternego planu mającego na celu skojarzenie ze sobą Milli i

Usiłował przypomnieć sobie o nim jak najwięcej szczegółów. Impala, model mniej więcej

Na parkingu na punkcie widokowym był jeszcze tylko jeden wóz, biały datsun z deską
policjanta z depozytu i wypełniła konieczne formularze. Oddając mu broń, posłała Bentzowi
Hayes spojrzał na Bledsoe, który stał przy swoim kabriolecie. Starszy model bmw. Rano
Jechali do domu w milczeniu, pogrążeni w myślach, ciszę przerywał jedynie monotonny
przykład sprawdzą, co się tu dzieje. Ba, Montoya żyje takimi sprawami.
Ból powoli ustępował. Uniosła głowę, odetchnęła głęboko. Nic jej nie będzie, ani jej, ani
– I co?
pod pokładem jakiejś łodzi czy jachtu.
pragnienie wyczerpujące i rozkoszne zarazem. Wiedział, gdzie dotykać jej ciała i jak to robić... - Och... och... o Boże! - krzyknęła, gdy nadeszła pierwsza fala rozkoszy. Wstrząsnęła nią, przeniosła w inny wymiar. Caitlyn zabrakło tchu, na chwilę odpłynęła. Czuła każdy mięsień jego ciała. Krzyknął gwałtownie, wpijając palce w jej pośladki. Zatracił się w niej. Otworzyła oczy i spojrzała na tego obcego mężczyznę, który wciąż był w niej. Drżąc, zamrugała gwałtownie. Kelly nagle zdała sobie sprawę, co się stało. Głupia Caitlyn, kochała się z tym facetem... z tym swoim psychologiem. Niezły pasztet, pomyślała Kelly, wciąż na nim siedząc. Nawet przystojny, męskie rysy i w ogóle. Pieprzony Adonis z kwadratową szczęką, inteligentnym spojrzeniem i zadbanym ciałem. Był w jej typie. Zaczęła się wiercić i Adam jęknął cicho. Podobało jej się to. Absolutne panowanie seksu nad facetem. Co za jazda! - Caitlyn? - Uśmiechnął się łobuzersko. Gdyby tylko wiedział. Caitlyn już nie było... i nie będzie jej przez wiele godzin. Może dni. - Hm. - Chodź tutaj - poprosił. Chciał, żeby położyła się obok niego, żeby przytulili się do siebie po tym, co razem przeżyli. Boże, jaki on był przewidywalny. Zawahała się, potem pochyliła, przebierając palcami po jego piersi. Nawet nie miał pojęcia, że teraz ona zawładnęła słabą, płaczliwą Caitlyn. Podniecało ją to. Mruczała, dotykając jego skóry. Tulił ją mocno. Poczuła na ramionach jego dłonie jego oddech we włosach. Jak ro-mantycznie. I jak cholernie głupio. Ale mogła grać dalej, przecież nigdy się nie dowie. Pochyliła się i przywarła ustami do jego piersi. Otworzył oczy, jakby zaskoczony, że znów jest gotowa, że znów rozpiera ją energia. Ale przecież w ogóle jej nie znał. Nie miał pojęcia, że igra z ogniem. Spojrzała mu prosto w oczy, czubkiem języka muskając brodawkę. Gwałtownie wciągnął powietrze. - Powiedz mi - zapytała - dobrze ci było? Rozdział 29 Reed spojrzał na zegarek. Było już po pierwszej, psycholog Caitlyn siedział u niej w domu prawie od trzech godzin. Ciekawe, co tam robią? Nic dobrego. Pamiętał, jak ojciec powtarzał mu, że po północy nigdy nie dzieje się nic dobrego. Reed, wtedy szesnastoletni szczeniak, uważał ojca za idiotę, ale teraz, z perspektywy czasu, stwierdził, że facet miał rację. Zabębnił palcami w kierownicę. Marzył o dobrej kawie. Godzinę temu kupił w całodobowym sklepie kubek kawy. Dawno wystygła, nabierając ohydnego smaku. Sprzedawca, pryszczaty dzieciak, wyglądał blado i niezdrowo, jak narkoman. Ale w jarzeniowym świetle każdy wygląda niezdrowo. Reed omal nie kupił też paczki papierosów, ale w ostatniej chwili zrezygnował. Teraz, gapiąc się w mrok, czuł, że mógłby zabić za papierosa. Zmienił Morrisette parę godzin temu i niemal zazdrościł jej, że wraca do dzieciaków, do swojej malej rodziny. Prawie. Obserwował, jak łączy obowiązki ambitnego gliniarza z życiem samotnej matki, i zastanawiał się, skąd czerpie tyle energii. - Nikotyna i kofeina - odpowiedziała, gdy ją o to zapytał. - Wybrałam całkowicie legalne narkotyki.
Gwizdnęła cicho.
zaopiekuje, gdy jej już nie będzie? Kto wychowa jej synka? Pokocha Jerry’ego?
swoje.
Naprawdę wygląda jak Jen, owszem, ale to na pewno sobowtór, ktoś, kto jest do niej podobny
– Ty draniu...
– Boże drogi – mruknął, do Montoi i do siebie.

©2019 grano.w-przyszlosc.kazimierz-dolny.pl - Split Template by One Page Love